za oknem pada śnieg...
dzieci zjeżdżają na sankach...
słyszę głośny ich śmiech...
stoję z czołem opartym o szybę...
wsłuchany w szum mojej krwi...
delektując całym sobą tą chwilę...
z głośnika płynie muzyka...
przenika mnie na wskroś...
zakłóca rytm mego oddechu...
telefon atakuje znów informacją...
że ktoś pomyślał o mnie...
że nigdy nie jestem sam...
za zamkniętymi powiekami, jak film...
odtwarzam piękne chwile wczorajszego dnia...
próbując zachować je od zapomnienia...
dzieci zjeżdżają na sankach...
słyszę głośny ich śmiech...
stoję z czołem opartym o szybę...
wsłuchany w szum mojej krwi...
delektując całym sobą tą chwilę...
z głośnika płynie muzyka...
przenika mnie na wskroś...
zakłóca rytm mego oddechu...
telefon atakuje znów informacją...
że ktoś pomyślał o mnie...
że nigdy nie jestem sam...
za zamkniętymi powiekami, jak film...
odtwarzam piękne chwile wczorajszego dnia...
próbując zachować je od zapomnienia...
0 komentarze:
Prześlij komentarz