znowu niepewność zimna, jak igła... wetknięta gdzieś w sam brzucha środek... i ta bezsilność ogłuszająca... i myśl natrętna, zniewalająca jak opium... bezsenność w środku nocy, wśród spadających gwiazd...
i znowu ten stan
gdy siedzę półprzytomnie kreśląc litery...
sylaby, słowa i wersy,...
listu do wymyślonych przyjaciół...
bez adresu...
i znowu ten stan
gdzieś pomiędzy jawą a snem...
bytem a niebytem...
pomiędzy wdechem i bezdechem...
życiem a śmiercią...
i znowu ten stan
jak oczekiwanie na spadające gwiazdy...
na chwile gdy marzenia realne się staja...
gdy czas zatacza swą pętlę...
wokół mojej szyi...
i znowu ten stan
niespełnienie i niepokój...
i bieg wciąż naprzód...
bez wytchnienia, bez szans na finał...
gdy czekam na ciszę, na spokój...
niech będzie
niech już się stanie !!!