Pąki kwiatów na jabłoniach...
wystrzeliły jak gejzer...
w Naszym ogrodzie...
Ku słońcu wzlatując...
jak co dzień...
rozpostarły swe skrzydła ptaki...
i setki Ikarów...
Nad widnokręgiem zawisły...
zawistne o pogodę chmury...
a z przestrzeni miedzy martwymi planetami...
docierał wciąż monotonny świst...
jak anielski szept...
"anielski czyli nie-ludzki"...
Tak zaczął się dzień...
...09.04.2005...
szereg cyfr bez większego znaczenia...
Kolejny darowany Nam dzień...
dzień wpisany w życiorys...
Może uda się przeżyć go...
bez przerwy...
i zapamiętać jego datę...
...do śmierci...
0 komentarze:
Prześlij komentarz